poniedziałek, 9 października 2017

How do I live? - Shot by "Tylko Twoja"


Tej nocy po raz ostatni trzymałem ją w ramionach. Tego byłem pewien. Całując ją i szepcząc czułe słowa, wiedziałem, że to po raz ostatni. Za nic nie przyznałbym, nawet przed sobą, jak ogromny ból zadawał mi mijający czas. Czy nie można go jakoś zatrzymać? Czy nie było sposobu, bym zatrzymał ją w ramionach na zawsze? Tylko moją, dla mnie? Drżała z rokoszy, ale ciche łzy bólu, tego nie fizycznego, spływał po jej ślicznej twarzy. Jak miałem go ukoić, skoro sam cierpiałem podobnie?  Kochałem ją do szaleństwa i równie mocno pragnąłem. A myśl, że już rano odejdzie, by nigdy tu już nie wrócić, była nie do zaakceptowania. Całowałem każdą łzę, spływającą po jej policzkach. Cudne usta miały słony smak, a rozkosz wyjątkowy oddźwięk zatracającej się wręcz  rozpaczy. Czułem to. W sobie, w niej. W otaczającym nas powietrzu.  W każdym cichym westchnieniu i w smaku jej łez. Miłość bolała, ale nie chciałem inaczej. Była moim sercem, moim życiem, moim powietrzem. Była wszystkim. I wszystko to miałem stracić bezpowrotnie. Nie mogąc już nie zrobić, pieściłem ją, coraz bardziej zatracając się w niej. Jak narkoman na głodzie, który zażywa śmiertelną dawkę, wiedząc, że skona. Nadziej umiera ponoć ostatnia, bardzo powolną, długą i bolesną śmiercią. Trzymając ją tak i tuląc ze wszystkich sił, szeptałem cicho, z trudem powstrzymując drżenie głosu.
- Kocham Cię. Jesteś moim powietrzem. Jesteś…
- Koi…Shite kudasai…
- Nie mogę milczeć…Nie dziś i nie teraz…
-Ale ja…
- Ciii… Wiem maleńka…
Zamknąłem pocałunkiem wszystkie jej wątpliwości i obawy. Chcąc rozkoszą zagłuszyć, to co w nas głasnęło tej nocy. Znikało bezpowrotnie. Z każdą sekundą. Czułem to wszystkim zmysłami . Każdą komórką ciała. Jak bardzo zapadła mi w serce i w duszę. Kiedy płakała z rozkoszy, kolejny raz, przeżywając z nią to cudowne uniesienie, cicho wyznałem.
- Moja dusza pachnie tobą, a serce każdym biciem należy tylko do ciebie. Zostań ze mną…
Rozpłakała się.
- Koichan! Wiesz, że  nie mogę!
Odwróciła głowę. Odsunęła się ode mnie. Zabolało. Za bardzo.
- Jak mam żyć bez ciebie? Jak mam oddychać ? Ann, ja…
Usiadłem, chowając twarz w dłoniach. Nie chciałem, by widziała moje łzy, które z trudem powstrzymywałem. Drgnąłem, kiedy niespodziewanie przytuliła mnie mocno.
- Wiesz, że też cię kocham…i ile kosztuje mnie to wyznanie i fakt, że muszę wyjechać, ale… choć wiem, że tego nie zrozumiesz, nie mogę postąpić inaczej.
- Chciałbym. Tak bardzo bym chciał zrozumieć. Czemu nie powiesz mi wszystkiego?
Pocałowała mnie czule i słodko. Ująłem jej twarz w dłonie, przedłużając te chwilę.
- Nie mogę… to boli, ale nie mogę. Podobnie, jak nie mogę już tu zostać.
- Czy to moja wina?
Jak cierpiałem widząc, jak te piękne oczy zachodzą znów łzami. Nic nie rzekła, przełykając je cicho.
- Maleńka…
Pocałowałem ją i już nie przestawałem, dopóki nie topniała znów pod moimi pieszczotami. Do świtu było tak mało czasu, a mimo to zatracałem się po raz kolejny. Chciałem być tym jedynym. Być ostatnim, który trzymał ją w ramionach. Nie liczyłem na cud. A  świt nadszedł zbyt szybko.
- Jak mam żyć bez ciebie? – zapytałem sam siebie, odprowadzając wzrokiem samolot, który zabrał ją mi na zawsze.

Nie wiedziałem!
***
Anna Crevan Sznajder 
*** 
 Shite kudasai - znaczy - proszę cię 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz